ernest reloaded:15.05.2011 I klakson, klakson!

Dawno już nosiłem się z zamiarem powtórnej publikacji niektórych postów z dawnego adresu na blogspot.com. Tak narodziła się idea Ernest Reloaded – powtórnej edycji niektórych tekstów pod nowym adresem. Wrodzone lenistwo stawało jednak stawało okoniem(makrelą bardziej) na drodze tego śmiałego planu. W końcu jednak zajrzałem na stary blog ernesta i zacząłem wybierać teksty, w mojej opini warte przytoczenia poszerzonym szeregom moich kochanych cycatych czytelniczek:) Wybaczcie przaśny styl niektórych akapitów – sporo wtedy nadużywałem życia i język giętki był zajęty zupełnie czym innym niż wyrażanie zdania mojej głowy:) Życie dopisało fajne komentarze do kilku wpisów…

dsc_0652

Wczoraj wyjechałem z Grybowa nach Danzig, przerwa w podróży pod Warszawą i dziś rano ruszam dalej na Ostródę, Elbląg i Gdańsk. Znam te trasę. W ogóle, dużo ostatnio jeżdżę, tu tam i siam. I mam swoje małe hobby, mój mały sekret… Uwielbiam trąbić na dziewczęta idące drogą. Pasjami uwielbiam. Wiem, może to lekko wieśniackie hobby ale co mi tam – to zdziwienia kiedy słyszą klakson!

Jedziesz brachu sobie drogą, nie autostradą albo szybkiego ruchu, ale zwyczajną, tzw „żółtą”… Jedziesz, wiosna dookoła, kwiatki kwitną, ptaki drą ryje… Na drodze – jak to na drodze: kilka tirów do wyminięcia, roześmiany pan traktorzysta pociągający browar w kabinie pomacha ci wesoło, czasem trafi się furmanka wycieczkowa zaprzęgnięta w nasza szkapę – ot i lokalny farmer wraz z cała rodziną kartofle jedzie na ojcowiźnie sadzić, babom łydki bieleją w polu… Sielanka. Jedziesz, palisz szluga, w radio „Ace piorun Dece” wymiata. I nagle patrzysz, a tu idzie, wysoka(jakoś rzadziej niskie laski spacerują przy drodze), zgrabna, wszystko się kołysze, krok leniwy, sukienka w groszki, włos wiatrem targany… Ech i jak tu nie zatrąbić!

Ale należ to zrobić profesjonalnie, żadnej amatorki, nie nie. Generalnie akcje użycia klaksonu na obiekcie niewieścim idącym drogą można podzielić na dwie kategorie: od przodu i od tyłu. Osobiście preferuję te „od tyłu”, to tak jak oglądać jaguary w ich naturalnym środowisku. Całkowity brak wdzięku dodanego, 100% naturalnej kobiecości, i makijaż cię nie rozprasza. Zauważasz obiekt, delikatnie zwalniasz, przez następne kilkaset metrów możesz śmiało delektować się wdziękami, miękkim krokiem i nieświadomością twojej obecności. Normalnie – safari! Około stu metrów od celu zwalniasz jeszczę troszkę – wiadomo – musisz mieć czas na dokonanie ekspertyzy tez od przodu… Zwalniasz… I kurwa Klakson! Dziewczę podrywa głowę szuka wzrokiem twojego spojrzenia jakby chciała zapytać „To na mnie trąbisz przyjacielu?”, ale po chwili lekko czerwieniejąc spuszcza oczy. Uwielbiam takie akcje, kocham takie dziewczyny. Naturalnie zdarzają się czasem tragiczne pomyłki ale wtedy, no cóż – marchewka jest ponoć dobra na oczy, jedz więcej marchwi.

Od przodu zaś jest trochę inaczej. Już z daleka widzisz czy warto w ogóle zwalniać, a i ona też swoim sokolim wzrokiem i kobiecą intuicją wychwytuje twoje zainteresowanie. Nagle jej krok staje się bardziej sprężysty, wysuwa dekolt lekko do przodu, filuternie mruży oczy, i czeka na to abyś nacisnął klakson. Damy nie wolno zawieść. Trąbisz. Ona śmieje się wesoło. Zawsze mam ochotę ożenić się z taką dziewczyną.

dsc_0664

W ogóle to zawsze kiedy nachodzi mnie refleksja, że jednak zachowuję się jak zwyczajny burak to pocieszam sie tym iż może to moje trąbienie ma jakieś dobre skutki. Socjologiczne i terapeutyczne. Po pierwsze, na pewno podnoszę procent zadowolonych ze swojej urody panien(18-30 lat) w miejscowościach do dziesięciu tysięcy mieszkańców. Po drugie, a może ona właśnie wracała od swojego byłego już chłopaka, np Ryśka, syna mechanika z sąsiedniej wioski co to i traktor i „golfa dwójkę” umie naprawić i chciała z nim nad potok iść pooglądać jak okonie skaczą w tarle. A tu zachodzi do warsztatu i widzi że na kanale Maryśka co to mieszka dwie wioski dalej i co na ostatniem festynie połowie kapeli dupy dała. I wraca smutne to dziewczę do domu, niosąc to brzemię zawiedzionych nadziei i nienawiść do wszystkich mechaników świata tego, i żali się w duchu że tak się wyszykowała a Rysiu takie lafiryndzie cycki woli miętolić. A tu ja akurat trąbie i robi się jej lżej na duchu, i wie że jednak ktoś jej urodę i szyk potrafi zauważyć. Tak moi drodzy…

dsc_0654

Dobra, kończę czas sie zbierać do jazdy. Zdradzę wam moje sekretne pragnienie: chciałbym mieć klakson z takim pierdolnięciem żeby sukienki podwiewało!

Bajo.

Ps. Zdjęcia pochodzą z trasy Legionowo – Nowy Dwór Mazowiecki, ale na Bułgarki nie trąbię bo są w pracy i nie chcę ich rozpraszać.

Reklamy

Z nowym rokiem, nowym krokiem…

No i tak, moje kochane cycate fanki. Nastał nam nowy rok 2016. Właśnie pewnie w tej chwili pierwsze ofiary sylwestrowej balangi wstają ze swoich skłębionych legowisk… Nie, że dopiero teraz – doświadczeni balangowicze wstają już wczesniej. Poszurają chwilę, porozglądają się po mieszkaniu, ogarną wzrokiem postapokaliptyczny horyzont i przeprowadzą szybki lodówkowy patrol, w poszukiwaniu czegoś na klina. Po czym zalegają z powrotem, wyczekując w odespaniu zbawienia od katowskiego bólu głowy.

No to skoro nowy rok, to wypadałoby coś nowego napisać. Ale, jak tylko spojrzycie w ekrany swoich, telefonó i tablecików, zobaczycie że internet pełen jest(już przez ostatni tydzień był pełen) list i zestawień w rodzaju: top ten, albo debestof rzeczy, które mogłeś robić samemu w łazience po ciemku, kiedy nikogo nie ma w domu, roku 2015… Moim zdaniem, przynajmniej tutaj na blogu, nie ma co podsumowywać. Nie było jakichś przełomowych tekstów, wciąż nie odważyłem sie napisać Wam, w jaki sposób zgubiłem telefon, będac na Majówce w 3mieście, nadal nie chciało mi się dokończyć tekstu porównującego dzieła Johna le Carre z lieteraturą tworzoną przez Gibsona. Nici, jednym słowem, i nuda.

Ale plany na ten rok mam ambitniejsze. Po pierwsze podcast. Nie wiem ile z tego dam radę zrealizować, ale rysuje się to mniej więcej tak: już dawno chciałem przenieść te nasze małe spotkania w świat audio, nie miałem jednak ani możliwości ani umiejętności sprawić aby brzmiało to w miarę po ludzku. Teraz pojawiło sie i jedno i drugie. Na pewno w tym tygodniu postaram się wypuścić odcinek zerowy. Tylko nie mam pomysłu na tytuł takiej audycji, wobec tego w tym fejsbookowym poście proszę Was o podanie pomocnej dłoni i zastanowienie się nad możliwymi opcjami. Z góry uprzedzam(min. to do ciebie Kraken), że tytuły w rodzaju „Ernest w ciemnościach, nagi – tylko z obrączką na fiucie” raczej odpadną, nie to że mi nie pasują, tylko ciężko będzie coś takiego opublikować i utrzymać w sieciowym eterze. Tak że, liczę na Waszą kreatywność w tej sprawie.

Szkicowałem sobie w myślach, jak taka audycja miałaby wyglądać w ogóle. Bo wątpię, że znieslibyście moje ględzenie przez dłużej niż, powiedzmy, pół godziny(a to i tak pewnie za długo). Myślę, że czas trwania odcinka nie powinien przekroczyć dwudziestupięciu minut. Z kolei odcinek dzieliłby się na trzy bloki po 5min(tak plus minus) różniące się tematycznie. No i pewnie jakies niusy, ogłoszenia parafialne, i do tego intro i uzbiera się koło półgodzinki. Zobaczymy co z tego wyniknie, bo stwierdzam, że przyjąłem jednak w życiu zbyt małą dawkę substancji psychoaktywnych, i kiepsko idzie mi gadanie do siebie – najwyżej poprosze którąś z Was o przyjęcie roli współgospodarza. A już teraz możecie słać listy na mail blogernesta(na)gmail.com, albo za pośrednictwem fanpejdża bloga. Zupełnie tak, jak dawnie do BRAVO Girl:)

A teraz strzelcie sobie kolejnego klina. Przed nami jeszcze łykięd.

Dziś są twoje urodziny…

Skończyłem dziś 33 lata. Większość wspomnień o moich imprezach urodzinowych powoli ucieka z głowy. Znikają jak płonące krążowniki w pasie oriona, jak łzy w deszczu…

Pamiętam imprezę w słynnej gdańskiej piątce, w najlepszym deesie w jakim przyszło mi koczować. Z mgły wspomnień wyłania się kondukt żałobny, który wnosi Młodego, całkowicie zalanego do nieprzytomności i składa go dostojnie, na podłodze w moim pokoju na niesławnym Piętrze Pięćset. Młody wiecznie przychodzi na moje imprezy już lekko rozmiękczony, co skutkuje całkowitą nieprzytomnością już po pierwszej flaszce, i nieszczęśliwym przespaniem całego baletu. Tym razem wziął sie na sposób i go przynieśli. Przytomność odzyskuje koło północy. W kącie stoją drzwi. Prezent. Dostałem je od Wadima, kolejnej zaginionej legendy tamtych lat. Na drzwiach, ukradzionych chyba z kuchni sąsiedniego akademika, widnieje naniesiony markerem napis „Niosłem tylko jedną ręką. Wszystkiego naj – Wadim”. Młody prosi mnie o śrubokręt, odkręcamy sprawnie klamki i zaczynamy nasz slalom gigant. Po schodach aż na portiernię…

Pamietam też inne moje urodziny. Jestem chyba w piatej klasie. Wraz z kolegami z sąsiedztwa sklejamy model rosyjskiego mysliwca nurkującego z II wojny światowej. Model jest chujowy, nienawidziłem sklejać modeli. Po chuj komuś model myśliwca, nawet z pilotem w środku, kiedy nie można tego pomalować. Plakatówki sie go nie imają, a specjalne farby do plastiku można dostac najbliżej pewnie w Krakowie. Ale sklejamy. Zamiast tortu – placek mojej mamy. Ale z masą czekoladową. W telewizji własnie leci ostatni odcinek Twin Peaks. Strasznie sie boję.

Urodziny w akademiku. Tym razem DS-3. Niesamowita liczba osób. Nazajutrz, podczas reprymendey, Kiera Krysia stwierdzi, że zdeponowano w mojej przgródce 143 legitymacje i inne dowody tożsamości. Ale to dopiero jutro. Dziś zajmujemy dwa pietra. Wódka leje się strumieniami. Goście łącza sie w grupy. Są grupy spiewaków, grupy pijaków, grupy dyskusyjne i grupu palaczy. Nie mam pojecia, skąd się tyle ludzi nabrało. Częściowe wyjasnienie pojawia się w osobie koleżki, którego zaczepiam na korytarzu, nie znam gościa – ale on mnie zna, ponoć dzień wcześniej, nawalony w tramwaju, zaprosiłem cały wagon na swoja imprezę urodzinową. Przyszedł on własnie, i tamta panna w rogu – wskazuje. Otwieram drzwi do pokoju, blokuje je koleżka lejący mi własnie do szafy, na jedyny garnitu. Myślę – zajebię gościa, sytuacje ratuje kolega mój, dzisiejszy emigrant – Marecki. łapie kolesia za kołnierz, i bełkocze – stary tu masz zlew! Podlewam wódką kaktusa, którego dostałem w prezencie. Zostały mu własnie trzy dni kolczastego życia.

Dziś skończyłem trzydzieści trzy lata. Zamiast tortu, zjarałem paczke fajek i zapiłem dzbankiem herbaty. W lodówce chłodzi się wino. Jutro w ramach prezentu, wybiorę sie na Gwiezdne Wojny. Skończyłem trzydzieści trzy lata. Kiedyś byliśmy młodzi, o coś nam chodziło. Dziś skończyłem trzydzieści trzy lata.